O jeden ranek za daleko

O niedojrzałości będzie mowa. O lęku przed stałym związkiem. O problemach z alkoholem. Sounds familiar? W O jeden ranek za daleko Michael Mohan mówi o tych wszystkich rzeczach, tworząc jednocześnie biografię swoich kumpli, którzy zresztą zagrali główne role.

Jeden z nich to Fischer, wiecznie balangujący i zaliczający dziewczyny hedonista. Drugi to Peter - właśnie przyjechał do swojego kumpla-imprezowicza, by zapomnieć o dziewczynie? Dlaczego chce o niej zapomnieć? Dokładne wyjaśnienie nie pada, ale z toku rozmów dwóch upośledzonych emocjonalnie mężczyzn możemy wnioskować, iż Peter został zdradzony.

Mamy w tym pięknie sfotografowanym filmie dobrze znane zestawienie: imprezowicz-osiłek i jego zniewieściały, nieśmiały kompan prowadzą długie rozmowy o życiu, przeplatane kaskadą wulgaryzmów i wymiocin. Czy tak wygląda życie? Twórcy O jeden poranek za daleko próbują przekonać nas, że tak. Współczesnego widza nie tak łatwo jednak oszukać, dlatego część rozmów Fischera i Petera brzmi fałszywie, a inscenizowane sytuacje nie noszą znamion realności.

Całość jednak wypada nieźle, a pojawiający się niespodziewanie problem Fischera sprowadza wiecznego imprezowicza na ziemię. To zalążek spóźnionego dojrzewania, które będą musieli przejść obaj przyjaciele, zaś posłańcem nowego etapu w życiu jest Rudy, narzeczona Petera. Niczym biblijny gołąb przynosi obu mężczyznom ukojenie i wyciąga ich z pociągu pędzącego na samo dno.

Przekonująco? Nie całkiem. Za to wyjątkowo kameralnie i przyjemnie.



Tytuł: O jeden ranek za daleko
Tytuł oryginalny: One too many mornings
Premiera: 01.2010
Reżyseria: Michael Mohan
Scenariusz: Michael Mohan, Anthony Deptula, Stephen Hale
Zdjęcia: Elisha Christian
Muzyka: Hrishikesh Hirway
Obsada: Anthony Deptula, Stephen Hale, Tina Kapousis, Jonathan Shockley

Komentarze