Jack Goes Boating

Zawsze drżę, gdy zasiadam w fotelu przed seansem debiutu reżyserskiego znanego aktora. To zawsze trudne - przejście na drugą stronę, objęcie swoim spojrzeniem całości, a nie tylko własnej postaci. Tym trudniejsze, gdy, zasiadając w fotelu reżysera, nie rezygnuje się z głównej roli. Oto bowiem Philip Seymour Hoffman stworzył film na podstawie popularnej sztuki teatralnej pt. Jack Goes Boating.

Historia ta dość znacząco przypomina recenzowane przez mnie kilkanaście dni temu Gdziekolwiek dzisiaj Michaela di Jiacomo. U Hoffmana również mamy do czynienia z zagubionymi w miłości, widzimy nieporadność w kształtowaniu relacji, przy całym mnóstwie dobrych chęci. Jack Goes Boating skupia się na dwóch związkach, będących na zupełnie innych etapach zaawansowania: Clyde i Lucy są małżeństwem z kilkuletnim stażem, Jack dopiero poznał Connie. Mimo, że ich pierwsze spotkanie nie należało do najbardziej udanych, mężczyzna nieśmiało stara się rozwijać znajomość. Ona okazuje się kobietą wymagająca zainteresowania i zalotów - planuje wiosenną wycieczkę łodzią i romantyczne kolacje. Connie staje się delikatną personifikacją motywacji Jacka, który od tej pory konsekwentnie będzie starał się być lepszym, dla swej ukochanej.

Urocza jest nieporadność tego nieśmiałego kierowcy limuzyny. Na wieść o wycieczkowych planach ukochanej, główny bohater w końcu postanawia nauczyć się pływać, prosi również przyjaciół o pomoc w nauce gotowania. To typ faceta, który nie potrafi inaczej - musi spełnić oczekiwania, bez względu na ilość rzeczy, z których będzie zmuszony zrezygnować. Wydaje się zupełnie bezbronny i niezdolny do skrzywdzenia muchy. Mozolnie zmierza do celu i, choć co chwilę napotyka na przeszkody, wie, że zostanie wynagrodzony.

Jack Goes Boating to jednocześnie dwubiegunowa opowieść o problemach miłosnych relacji i o tym, jak trudno jest pielęgnować bliskość pomiędzy dwojgiem pozornie kochających się osób. Hoffman zestawia nieśmiało kwitnące uczucie Jacka i Connie z fatalnym żalem, jaki staje się udziałem rozpadającego się małżeństwa Clyde'a i Lucy. Reżyser umiejętnie zwraca nam uwagę na zupełnie inaczej wyglądające rozmowy obu par. Pierwsza z nich bazuje na rozbrajającej momentami szczerości, otwarcie mówiąc o obawie przed zranieniem i upokorzeniem, druga - krzyczy, wypomina i powoduje wzajemne cierpienie. Hoffman nie narzuca nam toku myślenia, nie mówi, że Jack i jego ukochana muszą podzielić los małżeństwa jego przyjaciela. Kontrastuje dwie postawy, ukazując, jak różnie ludzie mogą radzić sobie z miłością i towarzyszącymi jej emocjami.

W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość, która męczy, dusi i zabija... bez niej jest wielka pustka. Słowa Jima Morrisona idealnie oddają to, co w swojej kreacji zawarł John Ortiz. Mimo, iż przekonany jest o niewierności żony, mimo, że kaleczy się i zadręcza, nie potrafi pozwolić jej odejść. Bez niej po prostu byłaby wielka pustka. Opętany tęsknotą za oddalającą się żoną Clyde to zupełne przeciwieństwo Connie - osobliwej, cichej kobiety, która nigdy nie potrafiła walczyć o swoje. Teraz, choć wciąż z należytą ostrożnością, będzie walczyć o Jacka, choć jej mężczyzna wymaga wskazania mu drogi. Amy Ryan znakomicie sprawdziła się w portretowaniu kruchości i niewinności jej bohaterki.

Jak zakochani poradzą sobie z przeciwnościami? Czy ich uczucie przetrwa próbę? Możemy się tylko zastanawiać, bo Jack Goes Boating nie daje odpowiedzi na te pytania. Pokazuje nam za to sytuacje dobrze nam znane i skłania do refleksji - czy nasze związki są bliższe świeżemu zauroczeniu, czy może małżeństwu w kryzysie? Na koniec zostaje nam stary, ale chyba prawdziwy banał - nigdy nie jest za późno, by coś zmienić.



Tytuł: Jack Goes Boating
Premiera: 23.01.2010
Reżyseria: Philip Seymour Hoffman
Scenariusz: Robert Glaudini
Zdjęcia: W. Mott Hupfel III
Muzyka: Grizzly Bear, Evan Lurie
Obsada: Philip Seymour Hoffman, Amy Ryan, John Ortiz, Daphne Rubin-Vega

Komentarze