Restless

Motyw śmierci i radzenia sobie z nią jest obecny w kinie najnowszym aż za bardzo. Nawet podczas ostatniej edycji American Film Festival takich obrazów, oprócz tu recenzowanego, było kilka, ze świetnym Do rana na czele. Problem polega na tym, że młodzi, często niezależni twórcy wybierają tematykę śmierci jako - paradoksalnie - drogę na skróty. I tak też stało się w Restless.



Gus Van Sant jest już uznanym twórcą, nominowanym do Oscarów zdobywcą Złotej Palmy, dlatego nie musi już nic udowadniać. Mimo wszystko trudno mi zaakceptować to, że w przypadku Restless poszedł na łatwiznę, dając widzom podręcznikowy niemal wyciskacz łez, lawirujący pomiędzy ważkimi tematami, a tak naprawdę niedotykający żadnego z nich.



Śmierć obecna jest w Restless od samego początku. Pierwsza scena to pogrzeb młodego człowieka, na którym pojawia się inny, odstający swym eleganckim ubiorem młodzieniec. To ekscentryczny Enoch (Henry Hopper), który ma własne doświadczenia ze śmiercią. Chłopak pojawia się na funeralnych ceremoniach obcych osób, bo w ostatnim pożegnaniu widzi magię, której nie dane mu było doświadczyć, gdy odchodzili jego bliscy.



Martwy jest przyjaciel głównego bohatera, kamikaze Hiroshi, umiera również Annabel (Mia Wasikowska), urocza dziewczyna, którą Enoch poznaje na wspomnianym pogrzebie w jednej z pierwszych scen. Nowa znajoma okazuje się mieć guza mózgu w fazie terminalnej, choć nie przeszkadza jej to w normalnym funkcjonowaniu. Osobliwa para zbliża się do siebie coraz bardziej, przeplatając rozmowy o ornitologii i romantyczne spacery wizytami w szpitalu. Wydaje się, że wszyscy z największą łatwością akceptują rychły koniec szczęśliwych chwil.



I tu właśnie pojawia się pęknięcie na tej pięknej powłoce. Annabel, choć ma jakieś naście lat, nie miewa chwil słabości, nie wścieka się na paskudny los, nie przeklina Boga i wszystkich świętych. Z uśmiechem na twarzy zmierza w objęcia kostuchy, choć właśnie przydarzyło się jej największe szczęście jej krótkiego życia. Podobnie Enoch, wybuchowy i zagubiony chłopak, niemal do końca zachowuje się jak gdyby nie posiadał tej okropnej wiedzy.



I dlatego zarzucam Van Santowi pójście na łatwiznę. Pomijając już oczywisty błąd merytoryczny, jakim jest rewelacyjny stan Annabel niemal do ostatnich chwil, pomimo śmiertelnego guza mózgu, twórca Słonia nie zadał sobie trudu uporania się ze smutkiem, żalem i wściekłością swych bohaterów. W cudowny sposób radzą sobie z tym sami, ulegając niegroźnym wypadkom lub doznając metafizycznych objawień. Młodzi, nabuzowani hormonami i emocjami ludzie, bez żadnych problemów godzą się na urwanie ich głębokiego uczucia. Hej, przecież wiedzieli co ich czeka, prawda?



Są w Restless sceny wybitne (rozmowa z rodzicami na cmentarzu to prawdziwy majstersztyk) i ciekawe dialogi, jest dobre aktorstwo i dbałość reżysera o szczegółową charakterystykę postaci. Tym bardziej zastanawia, dlaczego Van Sant postanowił odmówić swoim młodym bohaterom najważniejszego z praw - prawa do buntu.



Tytuł: Restless
Premiera: 6.04.2011
Reżyseria: Gus Van Sant
Scenariusz: Jason Lew
Zdjęcia: Harris Savides
Muzyka: Danny Elfman
Obsada: Henry Hopper, Mia Wasikowska, Ryo Kase, Schuyler Fisk, Lusia Strus, Chin Han, Jane Adams

Komentarze