Sztos

Debiut reżyserski Olafa Lubaszenko dziś wygląda dość archaicznie, ale z jednej strony oddaje hołd klasyce polskiej komedii, z drugiej jest zapowiedzią tego, co w tym gatunku było w Polsce najlepsze przez kilka następnych lat. Sztos, którego sequel obecny jest właśnie na naszych ekranach, to namiastka komedii gangsterskiej, w której debiutant z 1997 r. się wyspecjalizuje.

Film Lubaszenki nie porywa. Nie ma w nim ani rewelacyjnego aktorstwa ani wybuchowej akcji, Sztos nie jest też wybitnie zabawny. Trzeba jednak docenić konsekwencję, z jaką debiutujący jako reżyser aktor kreuje swoje postacie, budując również własną, pogodniejszą wersję rzeczywistości PRL. Mocno rozrysowana relacja mentor-uczeń sprawdza się bardzo dobrze, bo tak też zagrali Jan Nowicki i Cezary Pazura. Eryk, starszy z nich, pragmatyk i cynik, owija sobie młodszego wokół palca. Jednocześnie uczy pojętnego, ale nieco naiwnego Synka wszystkiego, co umie. Obracając się w środowisku cinkciarzy i hazardzistów, Eryk natrafia na fałszywego kumpla, który oszukuje go na sporą sumę. Przypadkiem dowiaduje się o tym Synek. Razem ze swoim mentorem postanowią zemścić się na nieuczciwym znajomym. Ale do tego potrzebny będzie im plan i pomoc dawnego przyjaciela.

Naprawdę dobrze się to ogląda. Nasuwająca nieśmiałe skojarzenia z Vabank komedia nie jest może równie błyskotliwym debiutem, jak ten Juliusza Machulskiego, ale stanowi ciekawą, dynamiczną historię, z ciekawymi postaciami nie tylko na pierwszym planie. Lubaszence przytrafiają się jednak narracyjne niedociągnięcia, przez które akcja traci tempo. Widać, że znany aktor postanowił dać zatrudnienie przyjaciołom i niektóre sceny (wizyta w klubie w Warszawie) zaplanował specjalnie dla nich - niewiele wnoszą do filmu, poza zaznaczeniem w historii kolejnych twarzy i pseudonimów.

Choć Sztos nakręcony został w drugiej połowie lat 90-tych, pod przykrywką absurdu i fikcji rozlicza się z absurdami komunistycznego systemu. Milicjanci są, mówiąc oględnie, mało inteligentni, a rzeczywistość sprzyja przekrętom. W podziemnych kasynach kwitnie hazard, a do Polski przyjeżdżają wycieczki z demoludów. U Lubaszenki nie widać socjalistycznego przygnębienia ani ograniczania obywatelskich swobód. Reżyser kreuje nową-starą rzeczywistość i ukazuje PRL zupełnie niegroźnym - takim, jakim wielu chciałoby wtedy go widzieć.

Nowicki bywa zabawny, podobnie jak Pazura. Ciekawa, nieco absurdalna narracja Lubaszenki to z pewnością jego znak firmowy, który wówczas był nową jakością w polskiej komedii. Sztos pozostaje jednak filmem poprawnym i zwyczajnym, wyróżniającym się jedynie dobrą obsadą i rzetelnym wykonaniem. Najwyraźniej są to cechy wystarczające, by po latach sprezentować widzom kolejną część.

PS. Sztos może się też pochwalić jedną z lepszych polskich piosenek filmowych:



Tytuł: Sztos
Premiera: 22.08.1997
Reżyseria: Olaf Lubaszenko
Scenariusz: Jerzy Kolasa
Zdjęcia: Piotr Wojtowicz
Muzyka: Krzesimir Dębski
Obsada: Cezary Pazura, Jan Nowicki, Edward Linde, Ewa Gawryluk, Janusz Józefowicz, Jerzy Kolasa, Olaf Lubaszenko, Michał Milowicz, Krzysztof Zaleski, Leon Niemczyk, Dariusz Kordek

Komentarze