Safe House

Intryga szpiegowska - jest. Znane i lubiane nazwiska w obsadzie - są. Strzelaniny i pościgi - jak najbardziej. Wszystko, co powinno zawierać dobre kino sensacyjne, znajdziemy w Safe House Daniela Espinosy. Dlaczego więc po obejrzeniu tego obrazu mam poczucie ogromnego niedosytu?

Może dlatego, że takich spektakularnych intryg, których wiarygodność zakwestionowałoby nawet dziecko, były już dziesiątki, a niemal każdy z aktorów z obsady filmu Espinosy wcielał się już kiedyś w podobną postać. Vera Farmiga była już bezwzględną tajną agentką w Kodzie nieśmiertelności, Brendan Gleeson występował w roli zwierzchnika nadgorliwego żołnierza w Green Zone, Denzel Washington zaś ma w sobie mieszankę kreacji z Dnia próby, Kandydata i American Gangster. Słowem - wszystkich ich widzieliśmy w podobnej sytuacji, w podobnym kontekście. A kto lubi oglądać wciąż te same historie?

Trochę przesadzam, ale jest to uzasadnione - z niejednokrotnie nominowaną do Oscara obsadą, Safe House miał szansę być czystej krwi thrillerem, trzymającym w napięciu do końca. Tymczasem wszystkie scenariuszowe elementy zaskoczenia kończą się już na pół godziny przed finałem, choć i tak należy je zaliczyć do raczej przewidywalnych rozwiązań. Historia Tobina Frosta, byłego agenta CIA zajmującego się obecnie handlem wszystkim, co nielegalne, razi wtórnością. Niegdyś oddany pracownik gryzie rękę, która go karmi - ręka należy bowiem do skorumpowanej organizacji, zabijającej w młodych agentach światłe wartości. Denzel mówiący do żółtodzioba Reynoldsa: Jesteś lepszy niż ja wywołuje na twarzy widza uśmiech politowania - oto dokonała się zmiana warty. Młode pokolenie wytrwalsze jest i silniejsze, a o ideały swoje będzie walczyć do końca. Ech, jakie to naiwne.

Washington naturalnie przyćmiewa poprawnego Reynoldsa, który po raz pierwszy pojawia się w rasowym thrillerze. Młodszy z gwiazdorów nie wypada źle, ale taki to właśnie aktor - przeciętny, niewyróżniający się szczególnie ani in plus, ani in minus. Twórcy Safe House ani przez chwilę nie próbują udawać, że głównym bohaterem filmu jest młody, nieopierzony agent - to wyjęty spod prawa Frost trzyma w garści wszystkie karty i to wokół niego kręci się akcja. Jest trochę tak, jakby Espinosa i spółka nie bardzo wierzyli, że Reynoldsowi uda się udźwignąć rolę prawdziwie pierwszego planu.

Safe House pozostaje filmem bez historii: przyzwoitym, dość dynamicznym, ale będącym powtórką z dobrze już wszystkim znanej rozrywki, a przez to niewywołującym większych emocji. Dla fanów Washingtona i Reynoldsa.


Tytuł: Safe House
Premiera: 7.02.2012
Reżyseria: Daniel Espinosa
Scenariusz: David Guggenheim
Zdjęcia: Oliver Wood
Muzyka: Ramin Djawadi

Komentarze