Życie Pi

Gdyby za filmem Życie Pi stał Paulo Coelho, zupełnie nie dziwiłby mnie jego quasi-metafizyczny wydźwięk. Moje zaskoczenie wynika stąd, że Ang Lee dotąd w swoich dziełach nie zajmował się poszukiwaniem Boga i Oświecenia - miast tego skupiał się na bohaterach afirmujących życie i spełniających własne pragnienia. W swoim najnowszym dziele, nominowanym do Oscara w aż 11 kategoriach, pochodzący z Tajwanu reżyser staje się jednak bardziej newage’owym szamanem niż twórcą filmowym.

I właśnie przyznanie aż tylu nominacji Życiu Pi jest najlepszym podsumowaniem gustów obecnych członków Akademii, a także dowodem na to, że zdobycie ich zainteresowania nie jest dla doświadczonego (i odpowiednio sponsorowanego) twórcy szczególnie trudnym zadaniem. Lee oparł swój najnowszy film o bestsellerową powieść Yanna Martela - powieść która sama w sobie jest materiałem niezwykle barwnym i wdzięcznym dla filmowca. W ekranizacji literackiego pierwowzoru twórca Ostrożnie, pożądanie dał się ponieść wyobraźni godnej prawdziwego artysty - Życie Pi urzeka fantastycznymi barwami i pięknymi pejzażami, mimo że losy głównego bohatera rzadko dostarczają mu powodów do radości.

Dalszą część recenzji przeczytacie na stronie Gazety Młodych.

Komentarze