Droga na północ

Zawsze patrzyłem na skandynawskie komedie z rezerwą. Podejrzewam, że ten dystans ma swoje korzenie jeszcze w dzieciństwie, gdy bombardowany byłem zewsząd kolejnymi częściami Gangu Olsena, który nijak nie trafiał w moje poczucie humoru. Nie zmieniło się to do dziś, jednak pomimo tego uprzedzenia staram się nie zamykać na komediowe dokonania ludzi Północy. Słabość do konwencji kina drogi, buńczuczne zapowiedzi (Skandynawska komedia roku!), a także osoba reżysera (Mika Kaurismäki, brat Akiego) skłoniły mnie, by poświęcić 110 minut Drodze na północ.

O próbach odnowienia relacji z dziećmi powstały już dziesiątki filmów. Tę, którą starają się odnaleźć Timo, znany pianista, i pojawiający się po 30 latach Leo porównałbym do ekscentrycznego związku ojca i syna z Dużej ryby Tima Burtona. Jak można się spodziewać, fińska produkcja nie jest tak szalona jak wizje autora kultowej wersji Batmana, zawiera jednak pewną dozę nieprawdopodobieństwa i baśniowości. Już sam styl Leo, tęgiego i niespecjalnie atrakcyjnego mężczyzny około sześćdziesiątki, jest jakby oderwany od rzeczywistości - zaczesane do tyłu włosy i hawajska koszula czynią z niego żywy hipisowski eksponat, zaś podróż, którą bohater odbędzie wraz z synem na północ Finlandii, będzie konfrontacją sielskich wspomnień z ponurą nierzadko rzeczywistością.

Gdy Leo zjawia się niespodziewanie w życiu Timo, reakcja syna przypomina nieco sytuację z filmu Hanami. Kwiat wiśni - zaskoczony obecnością rodzica w swym życiu, postrzega go jako przybysza z innego świata i nie jest zainteresowany wymuszonym zacieśnieniem więzi. Leo prosi jednak syna o wspólną podróż do wilczej granicy - kolejny element niczym z baśni okazuje się jedynie obwodnicą Helsinek, poza którą według mieszkańców stolicy kończy się cywilizowany świat. Wyprawa jednak trwa dalej, pytanie jednak - po co? Timo zdaje się być odporny na ojcowskie próby zawiązania relacji, zaś kolejne przystanki i przygody (dom przybranej siostry, motel i przygodny seks, rodzinna miejscowość Leo) nie należą do zaskakujących rozwiązań fabularnych.

Nie najlepiej jest także z komediowością filmu Kaurismäkiego. Niektóre sceny mogą wywołać uśmiech na twarzy (wspólny występ ojca i syna w przyhotelowej knajpie, bolesny finał palenia marihuany i kilka innych), jednak można odnieść wrażenie, że twórca nie wykorzystał potencjału drzemiącego w postaciach. Szczególnie Leo jest wyjątkowo wdzięcznym eksponatem, który zyskałby wiele, gdyby nie ograniczające go fabularne więzy. Droga na północ miała dobry punkt wyjścia, jednak kilka interesujących pomysłów to za mało, by uznać ją za film udany.

Jeśli zaś w istocie jest to skandynawska komedia roku, pozostanę chyba w gronie osób stroniących od przedstawicieli tego gatunku ze wspomnianego regionu.



Tytuł: Droga na północ
Tytuł oryginalny: Tie pohjoiseen
Premiera: 24.08.2012
Reżyseria: Mika Kaurismäki
Zdjęcia: Jari Mutikainen

Komentarze